Ulubione “gnioty” cz.2: Equilibrium

Wydaje mi się, że gdyby nie natarczywa chęć uzyskania aprobaty od fanów widowiskowego „mordobicia”, ten film mógłby pretendować do miana arcydzieła. Niestety, jego przesłanie zostaje przytłoczone nierealistycznymi bijatykami i przerysowanymi strzelaninami z udziałem nawróconego sku…yna. Dlatego właśnie umieściłam ten obraz w kategorii gniotów, ale za to z bardzo wysokimi aspiracjami:)
Motyw antyutopii to od dawna moja obsesja, ale nie będę się dzieliła teoriami spiskowymi, bo w świat pójdzie plotka, że jestem „prawicowym oszołomem” (chociaż trochę jestem:)).

W Equilibrium analogie orwellowskie są łatwo dostrzegalne m.in na poziomie całkowitej kontroli jednostki czy też stosowania najbrutalniejszych form tłumienia wszelkich przejawów buntu.

W futurystycznym mieście Libria największą zbrodnią jest odczuwanie. Uznano bowiem, że to właśnie uczucia doprowadziły świat do wojen, a w efekcie do niemal totalnej destrukcji. Mieszkańcy miasta codziennie przyjmują leki (jakiś rodzaj psychotropów), dzięki którym poskromiona zostaje ich emocjonalność i indywidualizm. Utworzona zostaje także grupa, specjalizująca się w tropieniu i eliminacji jednostek zbuntowanych, a zatem czujących.
John Preston to typowy przykład systemowego służbisty, który bezemocjonalnie (a jakże!) dokonuje egzekucji rebeliantów. Co się wydarzy, kiedy okaże się, że jedną z owych „niepokornych” jest jego własna żona? Zaraz, zaraz… Przecież nie może jej kochać, bo nigdy nie poznał żadnego uczucia, w tym miłości i tęsknoty. Ano właśnie! (jak powiedziałby znany autorytet moralny- wróżbita Maciej).

 (Nie to nie jest Maciej;))


Film ten, przy całej swej naiwności i przesadzonym efekciarstwie, nie jest pozbawiony poruszającego dramatyzmu, a także świetnego aktorstwa (doskonały Christian Bale!). Plusem jest także minimalistyczna, surowa scenografia, która uwiarygadnia chłód i obojętność mieszkańców miasta. Pozory braku odczuwania, w rzeczywistości ukrywają ogromny ładunek emocjonalny, ujawniający się w nieśmiałych gestach bohaterów, ich mimowolnych spojrzeniach i bezwiednej mimice.
Pomimo posiadania bardzo nieczułego serduszka, zdarzyło mi się na tym filmie wzruszyć.

Niby gniot, a jednak trochę cudeńko:)

Tytuł oryginalny: Equilibrium
Reżyseria: Kurt Wimmer
Rok produkcji: (2002)
W rolach głównych: Christian Bale (John Preston), Emily Watson (Mary), Sean Bean
(Partridge)
Bardzo subiektywna ocena;) : 7.5/10

Reklamy

One thought on “Ulubione “gnioty” cz.2: Equilibrium

  1. To ulubiony film mojego chłopaka, ja również go bardzo lubię za surowość. Uważam, że to nie gniot choć w wielu kwestiach muszę się z Tobą zgodzić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s