Filmowy miesiąc cz.2

Kocham maj, ale w Polsce kochałam go dużo bardziej niż w Anglii. Mam wrażenie, że tutaj każda pora roku jest prawie taka sama. Właściwie przez wszystkie sezony chodzę w tej samej kurtce! Dziś wybory prezydenckie- mam nadzieję, że podejmiemy mądrą decyzję, ale tak naprawdę to sama nie wiem czy w to wierzę…

W tym miesiącu jak zwykle obejrzałam kilka nowych dla mnie filmów oraz ulubione starocie. Z tych ostatnich, tym razem padło na bardzo pozytywny film Pod słońcem Toskanii, który zawsze wprawia mnie w dobry humor. W innym klimacie utrzymane jest natomiast Fatalne zauroczenie, o którym pisałam TUTAJ. Sięgnęłam także po dobry film Clinta Eastwooda z nim samym w roli głównej. Władza absolutna opowiada złodzieju, który demaskuje obłudę na szczytach władzy. maj1
Podobnie jak w poprzednim, w tym mieiącu również udalo mi się zobaczyć trzy komedie:

Czas na miłość– spoko pomysł, fajny brytyjski akcent i niezła muzyka, ale sam film wydał mi się nieznośnie naiwny…Samo przesłanie jest bardzo pozytywne: przeżywaj każdy dzień tak, jakbyś wrócił z przyszłości, aby go naprawić:)

Głupi i głupszy badziejczyli Harry i Loyd znowu w akcji:D No cóż druga część jest trochę słabsza niż klasyk sprzed lat, chciaż poziom humoru bardzo zbliżony. Ja się uśmiałam, ale esteci będą raczej zażenowani;D Rozbroił mnie Lloyd i jego kupon totka;)

Lepiej być nie możezabawna historia przemiany totalnego gbura:) Dobra rola Jacka Nicholsona, chociaż wydaje mi się, że na Oscara bardziej zasłużył wtedy Matt Damon za Buntownika z wyboru. Film z Nicholsonem niestety znużył mnie i pomimo niezłych tekstów zupełnie nie zachwycił (w przeciwieństwie do piesełka, który był cudny:*)

maj 2 Sięgnęłam także po Z dystansu – ciekawy i ładnie zrealizowany film o nauczycielu (w tej roli mój Adrian Brody) i jego podopiecznych. Porządnie zrealizowany i zagrany. Podobało mi się nawiązanie do Edgara Allana Poe, którego uwielbiam, ale film wydał mi się troszkę pseudointelektualny i wątki na siłę melodramatyczne i przesadzone. Niestety, straciłam czas na beznadziejny film o seryjnym mordercy niewidomych dziewcząt Jennifer 8 – chaotyczny i nieprzemyślany, ale z przyzwoitym aktorstwem (m.in. świetna Uma Thurman). W podobnej tematyce utrzymany jest kolejny, dużo lepszy obraz: Amnezja z Ashley Judd. Muszę przyznać, ze intryga jest dobrze skonstruowana i zakończenie nawet zaskakujące. Ponadto obejrzałam Medium, będący kompilacją trzech różnych historii. Bohaterowie każdej z nich zostają w jakiś sposób doświadczeni przez śmierć, a ich losy w pewnym momencie się splatają. Warto zobaczyć- nie jest to może film wybitny, ale może nawet wzruszać. maj3

W ostatnim miesiącu miałam też okazję zobaczyć:

-Niepokój-  film trochę naiwny, ale dobrze się go ogląda. To taka młodzieżowa i bardziej dynamiczna wersja klasycznego Okna na podwórze:). W głównej roli Shia LaBeouf (znany np. z teledysku do Elastic heart). Wydaje mi się, że koleś ma potencjał i kiedyś usłyszymy o nim „na poważnie”.

-Wszystko będzie dobrze– bardzo dobry i przekonujący, polski film o wielkiej ambicji i poświęceniu. Żałuję, że obejrzałam go dopiero teraz.

-Komora– młody prawnik podejmuje się obrony swego dziadka-rasisty, skazanego na karę śmierci. Całkiem OK, ale irytowało mnie szukanie „ludzkiej twarzy” w zbrodniarzu: jego zachwyt nad wschodem słońca czy więzienne przyjaźnie z „czarnymi”. Ale zapewne chodziło o ukazanie niejednoznaczności ludzkiej natury- w każdym drzemie i dobro i zło, od nas zalezy co przeważy.

maj 4

Dwie ostatnie pozycje, które obejrzałam to:

American Psycho naprawdę bardzo mi się spodobało budowanie scen na zasadzie kontrastu- spokojna muzyka plus brutalne sceny. Można dostrzec także obnażenie płytkiego konsumpcjonizmu i dzisiejszego stylu życia. Film na pewno zmusza do myślenia, bo nawet po jego zakończeniu nie możemy być pewni co jest prawdą, a co jedynie kreacją psychopatycznego umysłu.

– Musimy porozmawiać o Kevinie– kurczę, miałam wrażenie niewykorzystanego potencjału. Obserwujemy losy matki, która zmaga się z krnąbrnym i nieposłusznym dzieckiem, którego działania są coraz bardziej niepokojące. Podobało mi się delikatne sugerowanie podobieństwa Evy (świetna Tilda Swinton) i jej syna, które na początku wydaje się nieoczywiste. Przez cały czas czekamy kiedy rodzice w końcu porozmawiają o Kevinie, a czy do tego dochodzi musicie przekonać się sami:)

maj 5

To tyle, do zobaczenia następnym razem:)

Pejzaże jak typy urody – część 4 – Jesień

Oto dotarliśmy do ostatniego typu kolorystycznego, podobnie jak poprzednie podzielonego na 3 podtypy.

Zgaszona Jesień (Soft Autumn): soft autumn national geo To typ siostrzany dla Stonowanego Lata ( oznacza to, że mogą one „pożyczać” kolory ze swoich paletek:) ).  Podobnie jak jej chłodny odpowiednik, Stonowana Jesień odkrywa swoje piękno w barwach zgaszonych i subtelnych. Wkracza jednak w strefę odcieni ciepłych, choć nie wyrazistych czy dominujących.  Jednocześnie, ten podtyp ma w sobie sporą dozę neutralności, co może stanowić duże ułatwienie w dobieraniu właściwych kolorów. Mówiąc w skrócie: będzie jej super w ciepłych odcieniach, ale nie będzie fatalnie w chłodnych;) Słowem opisującym  Zgaszoną Jesień jest dla mnie „NIEJEDNOZNACZNOŚĆ” .

Głęboka Jesień (Deep Autumn): dark autuuuumnKolory mocne i wyraziste determinują ten podtyp Jesieni. Kojarzy mi się z nim pewna namiętna „ZMYSŁOWOŚĆ” i to właśnie z tym wyrazem ją utożsamiam. Kolory intensywne, pełne, bogate, ale nie do końca kontrastowe- raczej harmonijne i przenikające się. Dominują czerwienie, ale takie, w które mocno wkraczają pomarańczowe i żółte tony. Od głębokiej (czasem zwanej Ciemną) Jesieni bije blask witalności i zdecydowania.

Ciepła Jesień (Warm Autumn). warm autumn2Nie da się ukryć że dominantą kolorystyczną tego typu będzie ciepło:) Bije ono z oczu, cery i włosów, które w swojej słonecznej kolorystyce są doskonale harmonijne. Brak tu jednak tak dużej intensywności jak u Głębokiej Jesieni, za to skrywa się w niej naturalna, ale wciąż ciepła delikatność. Dobrze będzie wyglądać w kolorach ziemi, subtelniejszych czerwieniach (wciąż z żółtymi i złotawymi podcieniami). Ten podtyp w rozszerzonej analizie kolorystycznej można dobrze opisać wyrazem „PROMIENNOŚĆ”.

                                                                             …

W ten sposób przeszłyśmy do finału cyklu o typach urody, przypominających naturalne pejzaże. W kolejnych postach postaram się pokazać paletki kolorystyczne dla poszczególnych podtypów oraz przykłady sławnych reprezentantek dla każdego z nich;)
Bye bye!

Źródła obrazków:
fanpop.com
nationalgeographic.com.
picspaper.com

Gone girl

Ktoś zapytał mnie dlaczego oceniłam Zaginioną dziewczynę na zaledwie 7/10. Próbowałam odpowiedzieć na filmwebie, ale mam tam ograniczoną liczbę znaków, przenoszę więc swoje wyjaśnienie tutaj i ostrzegam: mocno SPOILERUJĘ, jeśli nie widziałeś filmu- nie czytaj:)

720x405-gone-girl-DF-01826cc_rgb
Zarzut brzmiał: dałaś chyba najniższą notę wśród znajomych z FW. Czy to przez tą okropną scenę z nożykiem do tapet? M.J

Odpowiadam zatem:

Ależ bynajmniej, ja jestem bardzo odporna nawet na najbardziej brutalne sceny:D Chociaż ta wspomniana faktycznie stała na przyzwoitym poziomie:)
Wśród ocen moich znajomych jest kilka nawet niższych od mojej, ale skoro zostałam wywołana to muszę się wytłumaczyć:P

Powiem szczerze, że aby odpowiedzieć na Twoje pytanie musiałam sobie nieco ten film przypomnieć, mimo że oglądałam go stosunkowo niedawno. To tylko potwierdza fakt, że nie wzbudził on we mnie większych emocji. Z pewnością jest dobrze zrealizowany i ma świetnie budowany klimat niepewności i tajemnicy. Wprawdzie Affleck na wyżyny aktorstwa się nie wspiął, ale jego braki świetnie rekompensuje Rosamund Pike i nawet nie byłabym bardzo zawiedziona gdyby zgarnęła Oscara sprzed nosa J. Moore .

rosamund

OK, wahałam się pomiędzy 7 a 8, zdecydowałam się na tę niższą z kilku powodów, które zapewne uznasz za absurdalne, ale ocena to przecież kwestia indywidualna i zawsze subiektywna;) Po pierwsze, nieco przekombinowana fabuła, co moim zdaniem niepotrzebnie wydłużyło film i uczyniło go nierównym- od emocjonujących zwrotów akcji przechodzimy w nudnawy suspens. Zapewne zastosowano ten zabieg dla podkręcenia uczucia grozy, we mnie jednak wzmogło potrzebę spoglądania na zegarek:)

Po drugie, niesamowicie wnerwiło mnie zakończenie. Oto (po wszystkich numerach, jakie odwaliła Amy) przykładny mąż decyduje się na pozostanie u jej boku „dla dobra dziecka”. A przynajmniej taką otrzymujemy sugestię, choć zakończenie zapewne może pozostać otwarte. Jeśli jednak przyjmiemy tę pierwszą wersję, a wszystko na nią wskazuje, to naprawdę: bardziej patetycznie się nie dało:) Mając możliwość obnażenia jej manipulacji, koleś po prostu siedzi potulnie i gra szczęśliwego męża:O
Pozostawię bez komentarza jego ufność w prawdziwość testu ciążowego:)

Swoją drogą plan sfingowania pierwszej ciąży runąłby, gdyby zaproszona przez Amy koleżanka spuściła po sobie wodę w toalecie;)

Decyzja o powrocie Amy do domu podjęta po wzruszającej przemowie męża w TV.
Taki misterny plan schrzanić przez rozterki emocjonalne?

Kolejna sprawa, to niewielkie zainteresowanie policji, tym co faktycznie zaszło w domu Collinsa. Jeśli nawet kamery zainstalowano tylko na zewnątrz posiadłości, powinny one zarejestrować wspólny przyjazd (kiedy Amy już zmieniła fryzurę). Ale okej, to taki szczegół, możemy to zrzucić na niekompetencję śledczych, a niekoniecznie na lukę w scenariuszu.

W szpitalu zostawiono Amy całą we krwi (czyli nie sprawdzono obrażeń ciała, poza ginekologicznymi), aby melodramatycznie mogła zmyć ją z siebie dopiero w domu.

rosamund2

Scena pod prysznicem i szantaż emocjonalny-”jeśli mnie opuścisz, wszyscy cię znienawidzą”. Zdecydowanie miałabym gdzieś opinię innych, stawiając na szali dalsze życie z psychopatką. Tymczasem nasz gapciowaty bohater zgadza się na wszystkie warunki Amy i daje się jej otulać przed snem (sic!).

Po powrocie do domu  już kolejnego dnia kobieta pojawia się na imprezie i z uśmiechem pozuje do zdjęć. Dość szybko wychodzi z roli ofiary, a przecież chce by uwierzono w jej wersję wydarzeń z minionego miesiąca: porwanie, głodzenie, wielokrotne gwałty, utrata dziecka (swoją drogą lekarze chyba powinni zauważyć, że ciąży nie było), wreszcie zamordowanie prześladowcy. Tymczasem nasza bohaterka w takim momencie życia opowiada frazesy o próbach ratowania związku.

Jeszcze kilka rzeczy mnie zdenerwowało (m.in coś z tymi listami-zagadkami zostawianymi dla Afflcka), ale już ich nie pamiętam, a nie chce mi się drugi raz oglądać, wybacz:) ).

Absolutnie rozumiem, że ktoś może uważać ten film za arcydzieło. Mnie np. bardzo przypadł mi do gustu „monolog”Amy w samochodzie, kiedy ujawnia imponujący plan zemsty. Mimo wszystko „Gone girl” po prostu mnie nie przekonał, mimo że Finchera szczerze uwielbiam. Tutaj nieco irytował mnie typowy dla niego klimat grozy, budowanej przez wszechobecną ciemność i przeszywającą muzykę. Takie troszkę konwencjonalne i trywialne zabiegi dla wzbudzenia niepokoju u widza. Być może dojrzeję pewnego dnia do tego filmu i wtedy ocenę zmienię… Aha, podobno w książce pewne kwestie, które uznałam za nielogiczne są rozwinięte i wyjaśnione, ale przecież oceniamy tutaj film, który powinien być jednak całościowy i kompletny nawet oderwaniu od literackiego pierwowzoru.
🙂

Filmowy miesiąc cz. 1

W tym miesiącu oprócz nowych dla mnie filmów, obejrzałam też kilka ulubionych „klasyków” (w Wielkanoc powtarzano np. Pretty woman oraz Królewnę Śnieżkę i Łowcę– smutno mi, że ten film ma tak negatywne recenzje, dla mnie jest naprawdę świetny:
Pisałam o nim tutaj:
https://czarownicakat.wordpress.com/2012/10/25/mirror-mirror-on-the-wall/).

post 1
Ponadto zobaczyłam ponownie Cast away, bo ten film zawsze wprawia mnie w dobry nastrój, a także starego, dobrego Znachora, gdyż akurat natknęłam się nań w czeluściach Youtube.

post 2

Sięgnęłam też po rewelacyjny dokument o Kazimierzu Piechowskim, bohaterskim  uciekinierze z obozu w Oświęcimiu. Wyobraźcie sobie, że zorganizował on zaiste brawurową akcję: w przebraniu SSmana wykradł samochód, po czym przejechał nim przez bramę (wraz z trzema kolegami), w dodatku opieprzając po niemiecku głównych strażników:D Gdyby nie tragizm samych okoliczności skomentowałabym zdarzenie następująco:

trol
Wniosek: dzieci, uczcie się języków, bo nie wiadomo kiedy Wam się przydadzą:) Sam film Uciekinier jest dla mnie bardzo emocjonujący i za każdym razem przygryzam wargę w napięciu i oczekiwaniu:D

post 3
Pierwszy raz obejrzałam natomiast:
2 typowe thrillery z lat 90 –Psychopata (Copycat) czyli całkiem sprawnie zrealizowany film o seryjnym mordercy oraz dużo słabszy Sidła Miłości (Body of Evidence). Twórcy tego ostatniego chyba czerpali inspirację z Nagiego instynktu, niestety wiele zabrakło do osiągnięcia podobnego poziomu. Madonna w głównej roli spisała się nawet przyzwoicie, chociaż to słowo zupełnie nie pasuje do wykreowanej przez nią postaci (if you know what I mean:)).

post 5

W ostatnim miesiącu miałam też okazję zobaczyć trzy komedie:
Kocha, lubi, szanuje (Crazy, Stupid, Love), która pomimo świetnej obsady jakoś nie do końca mnie zachwyciła. Za to Ryan Gosling…tutaj był bardzo hot;) ;

Magia w blasku księżyca (Magic in the Moonlight) czyli jeden z nowszych filmów Allena. Wspominałam kiedyś, że nie jestem wielką fanką jego twórczości, jednak (paradoksalnie) bardzo często oglądam jego filmy:D Magia (…) nie jest wybitnym dziełem, ale można obejrzeć dla słodkiej Emmy Stone, fajnego klimatu lat 20 i całkiem niezłych dialogów;

Julie i Julia (Julie & Julia), gdzie w ciekawy sposób pokazano losy dwóch kobiet: autorki książki kulinarnej (nieco ekscentrycznej Julii) oraz młodej sekretarki, pasjonatki gotowania. Film pomimo kilku zabawnych scen, świetnej realizacji i pewnej „smakowitości” jednak odrobinę mnie zmęczył i raczej nie sięgnę po niego ponownie.  Co więcej, scena gotowania homarów żywcem chyba miała być śmieszna, a mnie jedynie zasmuciła i zażenowała.

post 5

Ostatnie dwie pozycje, które obejrzałam to:
Bez przedawnienia (High crimes) z jak zwykle świetną Ashley Judd,
Motyl Still Alice (Still Alice) – pozwólcie, że nie skomentuję tłumaczenia tytułu:D

Pierwszy film niestety odebrałam jako dość nużący: jego akcja wydała mi się niepotrzebnie rozciągnięta, chociaż przyznaję- dużym plusem było jej zaskakujące rozstrzygnięcie. Film można obejrzeć także, aby przekonać się jak wygląda Jezus z Pasji w zupełnie innej roli:D

Still Alice natomiast to rewelacyjny film o inteligentnej i pełnej życia kobiecie, której pomimo młodego wieku postawiono diagnozę choroby Alzheimera. (Zasłużony Oscar dla Julienne Moore za rolę Alice!). Jest w tym filmie jakaś urzekająca prawda i piękno, pomimo prostoty samej historii.

Untitled ali

To tyle, pozdrawiam was mocno:)

Pejzaże jak typy urody – część 3 – Wiosna

Oto wreszcie przyszła wiosna, chyba więc najwyższy czas podjąć się charakterystyki typów ciepłych. Podstawową i chyba najłatwiejszą do odczytania różnicą pomiędzy nimi jest fakt, że Wiosna jest typem ciepłym i raczej jasnym, zaś urodę Jesieni określimy bardziej jako ciepłą lecz ciemną. Nie jest to jednak aż tak proste i oczywiste, niestety…

Podobnie jak w przypadku pozostałych wzorców kolorystycznych, u Wiosny także wyróżnimy 3 podtypy.

Czysta wiosna (Clear Spring):

clear spring

Słowem, które przychodzi mi na myśl, gdy rozważam ten typ kolorystyczny jest „KONTRAST”. Barwy dla tej kategorii są wyraziste i czyste, ale także różnorodne. Jego przedstawicielka nie powinna  uciekać od  nasyconych kolorów, ale śmiało może sięgać także po biel, a nawet czerń. Wyrazistość tych barw wywołuje we mnie poczucie ciszy przed burzą- uroda jasna i niewinna, a jednak w jakiś sposób mocna i zdecydowana 🙂

Jasna Wiosna (Light Spring):

light spring

Lekkość i łagodność to cechy, które można przyporządkować do typu Jasnej Wiosny. Aby opisać go jednym słowem wybrałabym chyba jednak „DELIKATNOŚĆ”, bo nie znajdziemy w nim ciężkich, przytłaczających barw czy silnych kontrastów. Moc Jasnej Wiosny tkwi w subtelności i swoistej dziewczęcości, nie powinna ona nienaturalnie wyostrzać swoich walorów:)

Ciepła wiosna (Warm spring):

maczki

Istotą Ciepłej Wiosny(w niektórych tłumaczeniach zwanej Prawdziwą Wiosną) zdaje się być dość mocne nasycenie i intensywność barw. Wciąż są to jednak kolory jasne i oczywiście przepełnione ciepłem. Kojarzy mi się z wiosennym popołudniem, kiedy siła słońca łagodnieje i wydobywa z otoczenia pełnię jego ciepłych odcieni. Opisując kategorię Ciepłej Wiosny można chyba użyć słowa „OPTYMIZM”:)

Mam nadzieję, że podoba Wam się dzisiejsze (przyznaję ze smutkiem- mocno spóźnione) zestawienie. Wkrótce pokuszę się o opis ostatniego typu rozszerzonej analizy kolorystycznej czyli Jesieni.
Bye bye:)

Źródła zdjęć:
goodfon.su/wallpaper
yourswallpaper.com
http://www.national-geographic.pl/foto

Co obecnie czytam

Oto wpis, podsumowujący moją aktualną lekturę. Właśnie się zorientowałam, że zawsze zaczynam czytać jakąś książkę i zamiast ją dokończyć, to zaczynam kolejną:D To niezbyt konsekwentne- przyznaję, jednak w ramach usprawiedliwienia dodam, że każdą pozycję (prędzej czy później) kończę:D Z oczywistych względów nie przedstawię tutaj obiektywnych recenzji.
Dodam jeszcze, że kiedy pracowałam na nocnej zmianie, wykonując zajęcie (no cóż) nie wymagające szczególnego wysiłku intelektualnego, słuchałam angielskich audiobooków. Nie wiem czy powinny one znaleźć się w tym zestawie, bo jednak nie są to książki w tradycyjnym znaczeniu tego słowa, ale przecież fakt, że czyta je nam ktoś inny, w żaden sposób nie umniejsza ich wartości. Zaczęłam od słuchania podręczników związanych z metodą Callana (rewelacyjny sposób na naukę angielskiego), ale szczerze mówiąc, było to trochę nudne. Zdecydowanie wolę kiedy fabuła książki jest bardziej wciągająca:D

Może to się śmieszne, ale postanowiłam na początku słuchać audiobooków, których treść znam z dzieciństwa. Dzięki temu, nie skupiałam się na nieznajomości poszczególnych słów, ponieważ ich znaczenie mogłam łatwo wywnioskować z kontekstu. Pierwszymi angielskimi audiobookami, wysłuchanymi przeze mnie w całości były więc „A Little Princess” oraz „The Secret Garden” autorstwa Frances Hodgson Burnett.
a-little-princess   secret

Książki te są dostępne na http://www.librivox.org, gdzie wolontariusze z całego świata czytają poszczególne pozycje (btw. każdy z nas może dołączyć i czytać całość albo poszczególne rozdziały różnych książek- głównie klasyki). Jest to całkowicie legalne (ze względu na wygaśnięcie praw autorskich).

Miłośnikom Agathy Christie polecam książki, które cudnie czyta David Suchet (niestety jeszcze są one niedostępne jako „public domain”).
Ja wysłuchałam: Sad cypress, Death on the Nile oraz Murder on the Orient Express. Można także znaleźć nagrania BBC Radio Drama (kupiłam sobie kiedyś cały zestaw w promocji), gdzie książki mistrzyni kryminału są skrócone i udramatyzowane, ja jednak wolę pełne wersje (ach to napięcie:)).

W formie tradycyjnej obecnie przedzieram się przez drugą część Igrzysk Śmierci czyli przygody Katniss Everdeen (którą zdecydowanie wolę w ujęciu książkowym niż
w spuchniętej Jennifer Lawrance:P ). Niestety też posiadam tylko angielską wersję i jakoś powoli mi idzie;/.
katniss

Jestem także w trakcie czytania Pawia Królowej autorstwa Doroty Masłowskiej, bo uświadomiłam sobie, że znam tę książkę tylko we fragmentach, a jakoś nigdy nie sięgnęłam po nią bezpośrednio. Ostatnio mój intelektualny autorytet profesor Ryszard Koziołek stwierdził, że:

Każde pokolenie ma swój wielki cień, który wyznacza jakiś standard i jest wyzwaniem. Masłowska stworzyła pewien model języka, który jest dziś najbardziej wpływowy dla prozy poszukującej.

paw-krolowej-b-iext3660679

Język powieści choć pełen kolokwializmów, a nawet wulgaryzmów jest niewątpliwym atutem tej kontrowersyjnej ksiązki. Z jakiegoś przecież powodu nagrodzoną ją Literacką Nagrodą Nike i myślę, że warto przekonać się dlaczego. Dziś nie wypada jej nie znać, zwłaszcza, że jak stwierdził Koziołek, stała się ona pewną kanwą, bazą dla współczesnych młodych twórców.

Zaczęłam także czytać biografię Eddiego Veddera (książkę przysłała mi przyszła prawniczka Alicja P.). Póki co mogę powiedzieć, ze na pewno nie jest to lukrowany panegiryk, fakty są przedstawione dość obiektywnie.

pearl-jam-eddie-vedder-b-iext23372386

Zabawne, że dopiero teraz dowiedziałam się, że nazwa zespołu Pearl Jam  wywodzi się od halucynogennych przetworów, które w domowym zaciszu produkowała babcia Eda- Pearl:)

Dzięki za uwagę i pozdrawiam:)